Szanowna Redakcjo,

proszę o odpowiedź na pytanie, dlaczego młode barwniki czerwonobrązowe, oddzielone od rodziców, około dwumiesięczne, mają obgryzione ogonki?

Dodam, że innych ryb nie ma w akwarium.

Robert Pankowski

Panie Robercie,

powinniśmy zacząć od uściślenia systematycznego. Przypuszczam bowiem, że w istocie pyta Pan o barwniaki czerwonobrzuche (Pelvicachromis pulcher), ciekawe  i stosunkowo często hodowane w akwariach pielęgnice z Nigerii, nie zaś o „barwniki czerwonobrązowe”. W każdym razie ani ja, ani nikt z akwarystów z mojego najbliższego otoczenia o takich rybach nigdy nie słyszał.

Barwniaki czerwonobrzuche, gdy raz z gromadki osobników wyłoni się para, cyklicznie podchodzą potem do tarła i chętnie wyprowadzają kolejne pokolenia młodych w domowym zbiorniku. Generalnie ryby te są odporne i – jeśli nie pochodzą z odłowu – ani łatwo nie poddają się stresom, ani nie gardzą większością podawanych im pokarmów, ani nie „grymaszą” na środowisko prokurowane im przez typowo polską „kranówkę”, ani wreszcie nie zapadają z byle powodu na liczne choroby (nieco bardziej wymagające, trudniejsze w utrzymaniu i kłopotliwsze w hodowli bywają urodziwe barwniaki szmaragdowe). Dobrana para P. pulcher jest sobie wierna i należy do wyjątkowo troskliwych rodziców. Nie tylko w ciągu dnia para uważnie pilotuje stadko żerujących młodych, a o zmierzchu przenosi je lub zapędza do gniazda (głównie samica), ale także zaciekle i nieustraszenie staje do obronnej walki z intruzem (głównie samiec). Obserwowanie matki siedzącej w gnieździe – czy będzie ono zaimprowizowane w naturalnej dziupli w drewnie, czy w przepołowionej łupinie orzecha kokosowego, czy też w doniczce ceramicznej bądź sztucznej grocie z żywicy – i wystawiającej raz po raz głowę, by zlustrować okolicę, należy do najbardziej wzruszających doznań akwarystycznych. Wiem, co piszę, bo osobiście tego doświadczyłem, przez lata rozmnażając i podziwiając barwniaki.

A przechodząc do odpowiedzi na Pańskie pytanie: istnieją dwie szkoły odchowywania młodych barwniaków czerwonobrzuchych. Pierwsza sprowadza się do przetrzymywania młodych maksymalnie długo w jednym zbiorniku z samicą. Druga sugeruje wczesny ich odłów i zaimprowizowanie im „szkółki” w osobnym akwarium, w którym woda będzie miała takie same parametry fizykochemiczne, jak ciecz w zbiorniku wyjściowym, macierzystym.

I stosując u siebie obie metody, nigdy nie zetknąłem się z ubytkami płetw u podrostków – nie zauważyłem zwłaszcza zjawiska podgryzania sobie płetw ogonowych wśród dorastającego narybku, a potem u młodych ryb.

Niemniej opisane zjawisko niekompletnych czy niewykształconych w pełni płetw ogonowych, określane przez Pana mianem „obgryzionych ogonków”, może mieć kilka przyczyn (nawiasem mówiąc, zagadnienie to konsultowałem z drem Hubertem Zientkiem).

Przyczyną może być zatem, po pierwsze, chów wsobny, czyli bliskie spokrewnienie rodziców, które nierzadko generuje różne wady genetyczne u potomstwa. Po drugie, możliwy powód to również niedożywienie narybku we wczesnym etapie jego rozwoju (tzw. dołek głodowy), co często sprowadza się właśnie nie tylko do ewidentnej utraty masy ciała, ale do widocznych gołym okiem ubytków płetw (odpowiednia dieta może tu pomóc). Po trzecie wreszcie, płetwy strzępią się, zlepiają i macerują również wtedy, kiedy podczas podmian wody stosujemy ciecz złej jakości (czyli o parametrach różnych od wody w akwarium albo wręcz taką, z której nie ulotnił się jeszcze chlor). Ale i na to jest rada: najlepiej wówczas dodać do wody, w której przebywają ryby, sól kuchenną (niejodowaną) w stosunku: 1 łyżka na 15 l wody. Jest szansa, że chlorek sodu na zniszczone płetwy pomoże.

Pozdrawiam i życzę sukcesów w hodowli tego pięknego gatunku

Paweł Czapczyk

redaktor naczelny mA

 

Opublikowano drukiem w Magazynie Akwarium nr 1/2018 (167).